Dałam sobie wszyć unikalny numer pod skórę

Chip RFID w dłoni, czyli technologia, która straszy.

Nie, nie będę dr Frankensteinem – powiedział mi mój guru od elektroniki, gdy poprosiłam go, żeby pomógł mi skonfigurować mojego chipa. 1 mm pod skórą, pomiędzy kciukiem, palcem wskazującym a nadgarstkiem siedzi sobie mała ampułka z informacjami – chip NFC/RFID. W tym miejscu chcę zaznaczyć, że mój chip nie odbiera, ani nie wysyła żadnych koordynatów bez mojej zgody (a musi to być FIZYCZNE przyzwolenie. Dosłownie.) Chip nie ma wpływu na ew. inwigilację – w każdym razie nie pogłębia tej już istniejącej, w której każdy z nas bierze czynny udział.


Z uśmiechem politowania myślę o tych, którzy krzyczą, że nie są numerkami i nie dadzą się inwigilować. Wszyscy jesteśmy cyframi – czy tego chcemy, czy nie. Pesel, numer klienta, rachunek bankowy, numer faktury, kod dostępu, REGON, numer indeksu, numer legitymacji. Można chcieć się wyłamać i być poza – wtedy trzeba byłoby się wyłamać ze społeczeństwa zupełnie: to, że Ty nie masz wpisu w rejestrze, nie znaczy, że rejestry nie mają Ciebie (gaz, prąd, ewidencja gruntów). Nie bójmy się też powiedzieć, że każdego można śledzić już dzisiaj – używasz telefonu komórkowego, masz internet w domu, płacisz kartą, wejdziesz do sklepu z kamerami... Przykłady można mnożyć. Technologia, powiększanie zbioru danych na temat naszych preferencji, gdzie bywamy, co robimy – to już się dzieje. Inną sprawą są kwestie prawne i zarządzania danymi – będzie to temat na następny raz.

Nie można zatrzymać postępu. Naturą człowieka jest ciekawość. Co łączy ogień, koło, samochód i internet? Wspólny mianownik to ciekawość, technika, ulepszenia. Nie uciekniemy od tego, co leży w naszej naturze.

Zacznę jednak od początku
Mieszkam w regionie, który przoduje w skali zaufania w Europejskim Sondażu Społecznym 2014. W kraju, w którym prywatne wydatki z pieniędzy partyjnych czy rządowych mają nie tylko konsekwencje prawne, ale i społeczne. W kraju, w którym wspiera się innowacyjność, gospodarkę, małe przedsiębiorstwa mają swoje potężne lobby, władze i firmy na szczeblu lokalnym współpracują, bo przecież w interesie wszystkich jest silny region. Płacę olbrzymie podatki w porównaniu do polskiego przedsiębiorcy, ale wiem co do złotówki, jaki jest budżet gminny/państwowy, widzę efekty planowania i wdrażania budżetu: równe drogi, oświetlone trasy rowerowe, świetne muzea i koncerty, pomoc w razie, gdyby podwinęła mi się noga, dofinansowanie dla przedsiębiorstw i inicjatyw społecznych, policję, możliwości kształcenia się i inwestowania w wiedzę. Najciekawsze to, że jak już oddam „cesarzowi, co cesarkie” to .... zostaje mi jeszcze na tyle, żebym mogła czuć się człowiekiem, a nie cytryną wyciśniętą przez życie.

W Szwecji, idąc do lekarza, mam ze sobą tylko dowód ze szwedzkim odpowiednikiem polskiego numeru pesel, lekarz widzi centralny rejestr, badania, wyniki, wcześniejsze wizyty. Mój szwedzki pesel mają wszystkie urzędy oraz firmy w posiadaniu państwowym. Ten pesel mają też dostawcy płatności internetowych i banki. System jest mocno zintegrowany. Ja – jako użytkownik „usług” dostarczanych przez powyższe podmioty – wiem dokładnie (określone umową), w jakich okolicznościach i w jakim zakresie używany jest mój numer. Znam też zakres danych przechowywanych u określonych podmiotów. Mam do nich wgląd, mogę też je korygować. I – jako obywatel – mam zaufanie do podmiotów, które administrują moimi danymi. Wiem, że prawo, które jest tutaj uchwalone jest wykonywane, konsekwencje naruszeń są odczuwalne zarówno prawnie jak i społecznie. To pozwala mi się czuć bezpiecznie. I zgadzam się z wynikami wspomnianego wyżej Sondażu.

Ale dlaczego chip?
Technologia NFC, czyli ten chip, który mam pod skórą to nic innego, jak Wasza karta zbliżeniowa, tylko trochę mniejsza. Żeby odczytać z chipa informację, odbiornik musi być dokładnie na chipie. Żeby wytłumaczyć to nieco prościej powiem tak (wykluczmy z przykładu radia internetowe): siedząc sobie w samochodzie we Wrocławiu nie usłyszysz Radia Szczecin. Musisz być w zasięgu nadawania Radia Szczecin, prawda? Tak samo działa mój chip. Aby go „usłyszeć” musisz być dokładnie w zasięgu.

Od kilku lat działam w branży e-commerce oraz układam niepoukładane dane (w niektórych kręgach czynność ta zwana jest BigData), obracam się w kręgach innowacyjnych start-upów zarówno tych szwedzkich jak i polskich. Technologi się nie boję, wiem co można dzięki niej zrobić i jak ułatwić, usprawnić życie. Wszystko zależy „tylko” od ludzi, bo nożem do krojenia chleba można zabić człowieka.
Kończąc, kieruję kilka słów dla absolutnych przeciwników, którzy są odporni na argumenty logiczne.

Implantant NFC w dłoni jak... silikonowe piersi. Albo plomby
Myślę sobie, że nikogo nie powinno obchodzić, czy mam chipa, czy nie. To w końcu moje ciało, szanowni Państwo mają plomby (olaboga, wtapiać sobie żelastwo w twarz!) , Babcie mają rozruszniki serca (toż to bawienie się w Boga i dodawanie lat życia – zresztą to dopiero intergracja człowiek-technika w 100%), więc filmiki o znaku bestii (a takowe dostawałam w wiadomościach) nie robią na mnie wrażenia.

Następny wpis: 24 godziny z chipem.
Trwa ładowanie komentarzy...